Rok szkolny zbliżał się nieubłaganie szybko. W księgarni roiło się od ludzi, którzy kupowali książki potrzebne do szkoły, dla swoich pociech. Pośród wszystkich osób, znajdowała się pewna drobna brunetka, przeciskająca się przez tłum, w celu opuszczenia budynku. Dziewczyna rozejrzała się i ruszyła w kierunku domu, była zatracona w swoich myślach, nowa szkoła, nowe otoczenie, to wszytko ją przerażało. Z natłoku myśli wyrwał ją znajomy głos.
-Cześć! - Przywitała ją radośnie czarnowłosa dziewczyna.
-Francesca? - Zapytała zdezorientowana, powoli wracając do realnego świata. - Co Ty tutaj robisz? - Zapytała z głupa.
-Wszystko w porządku? - Włoszka podniosła brew i przypatrywała się brunetce. Violetta kiwnęła głową dając znać, że może kontynuować. - Muszę kupić dwie ostatnie książki w księgarni, a Ty masz już wszystkie?
-Tak, właśnie przed chwilą kupiłam ostatnie.
- Violu.. Mam do Ciebie prośbę, czy możesz przez chwilę popilnować Hazera? - Wskazała wzrokiem na szczeniaczka, który radośnie merdał ogonkiem. - Proszę, to tylko moment.
-Jasne. - Uśmiechnęła się, biorąc smycz od swojej przyjaciółki. Francesca popędziła do księgarni. Violetta przypatrywała się małemu stworzonku, które było najcenniejszym skarbem Fran. Ona nigdy nie miała psa, wielokrotnie prosiła o to ojca, jednak zawsze odpowiedz była taka sama, po pewnym czasie już nie rozpoczynała tego tematu, odpowiedz znała doskonale. Spojrzała przed siebie, po drugiej stronie chodnika, szedł mężczyzna, z kobietą i dzieckiem. Wyglądali na szczęśliwych, zazdrościła im tego, że stanowili rodzinę, pełną rodzinę. Jej mama umarła dwa lata temu na raka. Teraz ma tylko ojca, którego kocha najbardziej na świecie, i jest mu wdzięczna za wszystko co dla niej robi. Przypatrywała się ludziom, uśmiechając się przy tym delikatnie. Przypomniała sobie dawne czasy, w których świat był dla niej idealny, zatonęła w myślach, z których dopiero wyrwała ją smycz, która wyślizgnęła jej się z rąk. Panicznym wzrokiem ujrzała szczeniaka, który biegnie prosto przed siebie. Szybko zerwała się z miejsca, i biegnąc zaczęła nawoływać psa. Jednak Hazer nie reagował. Violetta goniła szczeniaka, ale odległość między nimi wciąż była taka sama, w głębi duszy modliła się tylko o to, aby maluch nie wpadł na pomysł aby wbiec na ulicę. Ogarnął ją strach na myśl, że może być odpowiedzialna za śmierć psa przyjaciółki, a przecież ona jej zaufała, i zostawiła jej go pod opieką.
-Hazer! - Zawołała bezradnie. Jej nadzieje na złapanie psa powoli znikały. - Hazer! Proszę stój! - Krzyknęła zrozpaczona, tym razem szczęście się do niej uśmiechnęło, Hazera złapał wysoki chłopak, gdy ten jak szalony biegł przed siebie. Violetta zatrzymała się, i złapała oddech, ze spokojem przyglądając się zbliżającemu ku niej mężczyźnie.
-Muszę przyznać że Twój pies, to straszny rozbójnik. - Chłopak wyszczerzył się w uśmiechu.
-To nie jest mój pies. - Powiedziała spokojnie, i złapała za smycz.
-Jestem Leon. - Zielonooki podał brunetce rękę, w geście powitania, którą nieśmiało uścisnęła.
-Violetta.
-Masz bardzo ładne imię. - Uśmiechnął się zadziornie, brunetka tylko kiwnęła głową.
-Przepraszam, przyjaciółka już pewnie na mnie czeka i lepiej jak do niej pójdę. - Violetta spojrzała na chłopaka, i posłała mu ciepły uśmiech. - Dziękuję. - Odwróciła się i spokojnym krokiem poszła w kierunku księgarni, mając cichą nadzieję na to że Francesca jednak jeszcze z niej nie wyszła, i rzeczywiście szczęście jej nie opuściło, odetchnęła z ulgą i usiadła na pobliskiej ławce, zmęczona podparła głowę na dłoniach, piesek dzisiaj dał jej nieźle w kość. Po niedługiej chwili księgarnię opuściła czarnowłosa i zajęła miejsce obok Violetty.
-Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać, było tam pełno ludzi.. - Tłumaczyła się dziewczyna.
-Nie przepraszaj, to nie Twoja wina. - Brunetka uśmiechnęła się słodko, i pogłaskała czarnego szczeniaczka.
-Mam nadzieję, że nie sprawił Ci żadnych kłopotów. - Powiedziała Francesca, biorąc smycz od przyjaciółki.
-Nie.. Był grzeczny jak aniołek. - Zaśmiała się dziewczyna, spoglądając na wesołego psiaka.
****
Ostatnie dni spędziła w domu wraz z ojcem, pomagając mu w obowiązkach domowych lub na kanapie oglądając telewizor. Udała się do kuchni, gdzie czekał na nią ojciec, z ciepłym obiadem. Uśmiechnęła się niewyraźnie pod nosem, i zajęła miejsce naprzeciwko mężczyzny.
-Co masz taką minę? - Zapytał zdziwiony.
-Wiesz, ja.. Boję się. - Odpowiedziała niewyraźnie.
-Czego się boisz?
-Tego nowego rozdziału, w moim życiu.
-Posłuchaj.. Zmiany są trudne dla każdego, nie tylko dla Ciebie. Na świecie nie ma człowieka, który nie boi się niczego. Wszyscy czasami się rozpadają, a Ty musisz być silna. To, co w tej chwili powinnaś zrobić to nie dołować się, nie daj nikomu tej satysfakcji.
-Ja po prostu czuję, że jestem inna, odstająca od wszystkich.
-Hmm. - Mężczyzna uważnie przyjrzał się córce. - Nie widzę różnicy, masz dwie nogi, dwie ręce, dwoje pięknych oczu, cudowny uśmiech, masz dokładnie to co mają wszyscy, nie różnisz się od innych, chyba że jednym małym szczegółem, Ty jesteś wyjątkowa.
-Myślisz, że dam sobie radę? - Zapytała niepewnie.
-Violetto, ja wiem, że dasz sobie radę. - Zapewniał ją.
-Dziękuję.
-Jesteś dzielna, mama byłaby z Ciebie dumna. - Mężczyzna uśmiechnął się ciepło, na myśl o swojej odważnej córce.
-Szkoda, że jej teraz z nami nie ma. - Odparła, wbijając wzrok w talerz z jedzeniem.
-Violu.. Zapamiętaj tylko jedno, ona jest z nami cały czas, może nie fizycznie, ale oboje cały czas nosimy ją w sercu, i to tam ją odnajdziesz. - Dziewczyna kiwnęła głową, i zabrała się do jedzenia.
Po skończonym obiedzie, poszła do swojego pokoju, i położyła się na łóżku. Rozmowa z ojcem dodała jej otuchy, lecz mimo to nadal, nie czuła się dobrze, zmiana szkoły była dla niej torturą, w takich chwilach zawsze wspierała ją mama, której teraz przy niej nie ma. Odczuwała tą pustkę, z każdym dniem coraz bardziej, coraz silniej. Złapała za pamiętnik, który był skarbcem jej wszystkich sekretów, wspomnień, odczuć. Starannie pisząc długopisem po pustej kartce, zaczęła opisywać swoje uczucia.
"Za cztery miesiące, miną równe dwa lata odkąd Cię z nami nie ma.
Wiesz jak bardzo nam Cię brakuje? Teraz pójdę do nowej szkoły - liceum.
Odczuwam silny stres, ale przypominam sobie słowa które zawsze mi powtarzałaś.
To mi dodaje sił, i wiem że jeżeli będę się ich trzymać, nastanie lepsze jutro.
Mimo, że zapadłaś w wieczny sen, wiem że jesteś obok. Czuję Cię.
Dzień który odebrał Ci oddech, na zawsze pozostanie przeze mnie znienawidzony.
Ten okropny dzień, który pozostawił rany w naszych sercach, pogrążył nas w bólu.
Mam nadzieję, że niebo jest teraz miejscem w którym odpoczywasz.
Bóg opiekuje się Tobą."
Teraz gdy wylała z siebie wszystkie swoje negatywne uczucia, i przypomniała sobie słowa, od zawsze powtarzane przez matkę, i rady dawane przez ojca, nabrała pewności siebie. Była gotowa.
____________
Witam, no więc rozdział pierwszy rozdział już gotowy, mam nadzieję, że wam się spodobał, i nie zanudził na śmierć. Pamiętajcie, że wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna, i wszystko biorę pod uwagę. :)
O jeżu ale śliczny ♥ To opowiadanie ciekawie się zapowiada! Oby tak dalej♥ Ale mogłabyś włączyć wersję na telefon? To by bardzo ułatwiło mi czytanie, komentowanie i w ogóle wszystko ;) Kocham tego bloga♥♥♥
OdpowiedzUsuńNi♥
Jasne, już włączyłam. Dziękuję, bardzo miło mi się czyta takie opinie. :)
UsuńWrócę *.*
OdpowiedzUsuńOjejku, nie wróciłam!
UsuńPrzepraszam!
Myślałam że skomentowałam...
Skleroza nie boli...
Rozdział jest genialny, jak każdy!
I świetnie piszesz!
Super rozdział ;) Zaczęłaś świetnie życze Ci jak najwięcej rozdziałów na Twoim blogu ;) Zapraszam do mnie wmoimswiecie-vilovers.blogspot.com Ja tu napewno wrócę ;)
OdpowiedzUsuń