sobota, 9 maja 2015

Rozdział czwarty

Zegar na ścianie wskazywał godzinę 15:00. Dzisiejsze popołudnie zapowiadało się niesamowicie, usłyszała dzwonek do drzwi, uśmiechnęła się sama do siebie, po czym jak najszybciej zbiegła na dół, i otworzyła drzwi, za którymi stały Camila oraz Francesca.
-Cześć! - Przywitała się Violetta, szczerząc zęby. 
-Gotowa? - Zapytała Camila. 
-Tak, tak. - Odpowiedziała dziewczyna, łapiąc za torebkę stojącą na drewnianej szafce. 
*****
Dziewczyny weszły do małej kawiarni, która była naprawdę urocza. Dokładnie pamiętała to miejsce, kiedyś przychodziła tutaj razem z mamą, nagłe wspomnienia sprawiły, że poczuła ukłucie w sercu. Chciała jak najszybciej wyjść, uciec od tego odłamka przeszłości, który sprawiał, że tak bardzo cierpiała. Nieobecnym spojrzeniem spojrzała na stolik obok dużego okna, przy którym siedziała z nią ostatni raz. - To właśnie tam, przekonywała matkę, że wyzdrowieje, że postawi na głowie cały świat, aby tylko była zdrowa. Potem było już tylko gorzej, cały czas mdlała, często w nocy dostawała silnych bólów, i razem z ojcem jechali do szpitala. Widziała jak bardzo cierpi, jak słabnie i znika w oczach z dnia na dzień. Ona przekonywała ją, że wyzdrowieje. Często pomagała jej chodzić do toalety, jeść, pomagała jej we wszystkim. Ludzie patrzyli na nią z życzliwością, niekiedy szeptali coś między sobą, lekarze wiedzieli, że terapia będzie bez sensu, że zrobili już wszystko co w ich mocy. Jednak ona ciągle żyła nadzieją, dla niej sens miał każdy uśmiech. Dzwoniła do niej kiedy była w szkole, pytała o samopoczucie, i była przy niej w każdej wolnej chwili, dodając jej wsparcia. 15 grudnia zmienił wszystko. Była obok niej, i trzymała ją mocno za rękę. To był dzień w którym ostatni raz, mogła spojrzeć w jej bursztynowe oczy. Tego dnia, usłyszała jej ostatni oddech. 
-Wszystko w porządku? - Zapytała włoszka, przyglądając się przyjaciółce.
-Nie dałam rady jej pomóc, a obiecałam przecież, że wszystko będzie dobrze. Zwiodłam ją. - Odpowiedziała, opuszczając kawiarenkę, a gorzkie łzy zaczęły spływać jej po policzkach.
-Zaczekaj! - Zawołała Camila, podbiegając do brunetki. 
-Violetta, to nie jest Twoja wina. - Zaprotestowała Francesca, podchodząc do dziewczyn.
-Przepraszam, że tu Cię przyprowadziłyśmy.. Ja nie wiedziałam. - Wyjąkała rudowłosa, patrząc ze współczuciem na Violettę. 
-Wiem. Skąd mogłybyście o tym wiedzieć. - Odpowiedziała, ocierając łzę, spływającą jej po policzku.
-Mam wyrzuty sumienia. - Oświadczyła kruczowłosa. 
-Niepotrzebnie. - Brunetka wydusiła z siebie uśmiech. - Przepraszam zniszczyłam wam humory. 
-Nie zniszczyłaś, rozumiemy Cię. - Odparła Camila po czym mocno przytuliła do siebie Violettę. 
-Jeżeli jeszcze macie ochotę, może chcecie spędzić ze mną trochę czasu? - Brunetka, zbadała wzrokiem przyjaciółki. Dziewczyny kiwnęły głową, i uśmiechnęły się ciepło. 
-Mam ochotę, zrobić coś szalonego! - Zaśmiała się Violetta.
-Dzisiaj jest impreza w tym nowym clubie. - Zaproponowała Francesca. 
-Świetnie. - Rudowłosa klasnęła w dłonie. 
-Więc na co czekamy? - Krzyknęła podekscytowana Violetta, i pociągnęła za sobą dziewczyny. 
*****
Brunetka zaprosiła dziewczyny do siebie. Przygotowała wszystkie potrzebne kosmetyki, i położyła je na łóżku. Do gniazdka podłączyła prostownicę, i położyła na podłodze. Po chwili Fran, już prostowała swoje włosy, a Camila wraz z Violettą, robiły makijaż. Starannie namalowała kreski eyelinerem, i przeciągnęła rzęsy tuszem. Usta, pomalowała czerwoną szminką, i zrobiła kilka poprawek. Wyprostowała włosy prostownicą, którą podała jej Francesca. Założyła sukienkę z czarną kokardą z tyłu, która idealnie do niej pasowała. Po godzinie dziewczyny były gotowe "na bóstwo", i dumne z siebie mogły wybrać się na imprezę. 
*****
Weszły do zatłoczonego clubu, już pełnego pijanych ludzi, głośna muzyka, oraz kłębki dymu papierosowego, uniemożliwiały jej racjonalne myślenie, co dla niej teraz było najlepsze, chciała oderwać się od rzeczywistości, chociaż na chwilę. 
-Patrzcie kto tu jest. - Skomentowała zirytowana Camila, patrząc na Marco migdalącego się ze swoją dziewczyną na kanapie. 
-A dziwisz się? - Zaśmiała się Francesca, wbijając wzrok w bruneta. 
-Jeszcze tego tu brakowało. - Powiedziała Violetta, posyłając mordercze spojrzenie brązowookiemu. Tak szczerze to nie mogła uwierzyć w swojego pecha. Tutaj w miejscu, gdzie miała oderwać się od rzeczywistości i wszystkich problemów, pojawia się następny problem. Ale jakim cudem on był właśnie tutaj? Zacisnęła mocno pięści, starając się uspokoić. Brunet zauważył ją i uśmiechnął się złośliwie. Niechętnie przyglądała się chłopakowi, który jak zwykle prezentował się znakomicie, o ile owe stwierdzenie mogłoby pasować to nieziemsko przystojnego mężczyzny. Nienawidziła go tak bardzo, a jeszcze bardziej za to, że był aż tak atrakcyjny. 
-Zatańczysz? - Przed jej oczami pojawił się blondyn, wyciągając do niej rękę, i uśmiechając się słodko. 
-Ja.. - Jeszcze raz zawiesiła spojrzenie na Marco, który uważnie obserwował jej reakcję, o nie, tym razem nie da mu tej satysfakcji. - Tak. - Odpowiedziała, ignorując dalsze poczynania bruneta.
Wraz z blondynem poszła na parkiet, obserwowała ruchy innych dziewczyn, nie chciała przecież być gorsza, i zrobić z siebie ofiary losu, przed nowo poznanym chłopakiem. Po 20 minutach była już mniej spięta, jednak ciągle coś ją hamowało, nie mogła zrozumieć swojego własnego zachowania.
-Zaczekaj. - Powiedział niebieskooki chłopak, zostawiając Violettę, i poszedł do baru. Po niedługiej chwili wrócił, z dwiema szklankami napełnionymi mocnym alkoholem. -Masz. - Chłopak wcisnął brunetce szklankę w dłoń. Castillo ujrzała Marco, widocznie rozbawionego całą sytuacją oraz jej niepewnością, bez głębszego zastanowienia, wypiła alkohol.
Godziny mijały niezauważalnie szybko, Violetta świetnie bawiła się w towarzystwie Carola, tak właśnie miał na imię blondyn. Była to noc, w którą mogła oderwać się od wszystkich problemów, szczerze była już dość pijana, i nie miała nawet ochoty myśleć o czymkolwiek niż o teraźniejszości. Francesca z Camilą, również bawiły się znakomicie, ich twarze zdradzały, że są już mocno pijane, musiała przyznać, że wyglądało to zabawnie. Ona też już odpłynęła całkowicie, nawet nie zauważyła, i nie wiedziała kiedy zaczęła tańczyć z Marco, ale teraz nie miała czasu myśleć, dała się ponieść w wir imprezy. Ogólnie rzecz biorąc, on też był już dość pijany, więc pewnie jutro nie będzie niczego pamiętał. Teraz to się nie liczy. Chłopak chwycił ją za rękę i wyszli na zewnątrz po czym usiedli na ławce, łapiąc trochę świeżego powietrza.
-Tak szczerze, nie spodziewałem się Ciebie tutaj. - Powiedział spokojnie chłopak.
-Tak szczerze, też się tutaj Ciebie nie spodziewałam. - Odpowiedziała, starając się zabrzmieć w miarę normalnie. Marco zakpił, patrząc na brunetkę.
-Co tutaj robisz?
-Siedzę. - Syknęła.
-Podobał Ci się taniec ze mną, co Castillo? - Zapytał, a na jego twarzy pojawił się kpiący uśmieszek, który już dawno bardzo dobrze zapamiętała.
-Z Carolem tańczyło mi się dużo lepiej. - Odpowiedziała złośliwie.
-Nie bądź taka uparta. - Szepnął jej cichutko do ucha, a po jej ciele przeszły ciarki. Nie śmiała się, myślała, że to nigdy nie będzie jej dotyczyć, bała się, i miała w głowie pustkę, a przecież nic nie zrobił. De­likat­ne muśnięcie jej ra­mienia. Wiedziała, że teraz musi się to skończyć, nie mogła mu pozwolić na nic. Jednak zatraciła się, czuła jego zapach, jego dotyk, słyszała jego oddech. To wszystko działało na nią jak narkotyk. Spojrzała mu w oczy, teraz nie widziała w nich nienawiści. Chwila która wydawała się być wręcz nierealna, złączyła ich w namiętnym pocałunku, poczuła tą cudowną miękkość jego warg, delikatna pieszczota wywołała na jej ciele dreszcze.
-Violetta.. - Szepnął zdezorientowany brunet, odrywając się od jej ust.
-Marco? - Zapytała niepewnie, patrząc w jego brązowe oczy.
-Ja, muszę już iść. - Powiedział chłodno, po czym wstał z ławki.
Patrzyła się na oddalającego chłopaka, wstała i zaczęła biec za nim, sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła, czuła że musiała. Zranił ją, odszedł bez słowa, czy zrobiła coś źle? Przed chwilą był sobą, czy teraz zamieni się w tego wrednego potwora którym był? Odwrócił się i zapomniał o niej, jakby była zabawką, którą się pobawił i wyrzucił w kąt.
-Marco. - Złapała go za ramię, po czym stanęła przodem do chłopaka. - Dlaczego?
-Violetta, zapomnij o tym. - Odpowiedział zimno, starając się od niej odejść.
-A jeżeli nie zapomnę? - Zapytała niepewnie. - Wiesz co? To nie jest ważne, ile czasu minie, prawda zawsze będzie taka sama, ona.. Ona się nigdy nie zmieni. Pozostanie w moim sercu, już na zawsze. Wiesz, nie jest ważne czy pożegnamy się teraz, i znowu będzie tak jak wczoraj, czy nawet dzisiaj rano. Czasami wystarczy jedna sekunda, by coś zmienić w swoim życiu.
-Ciiiii, - Chłopak położył palca na jej ustach. - Lepiej brzmisz jak Cię nie słychać.
Minął dziewczynę i odszedł w swoją stronę, jej serce zaczęło bić szybciej, jej oczy cierpiały przez ten widok, nie mogła tego znieść. Nie spodziewała się tego. Starała się pozbierać myśli, ułożyć wszystko w logiczną całość.
-Violetta! - Camila wraz z Francescą, rozbawione stanęły obok niej.
-Co tu tak stoisz? - Zapytała z głupim uśmieszkiem ruda. - Szukałyśmy Cię.
-Lepiej już wracajmy, jest późno. - Powiedziała poważnie brunetka.
-Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha, stało się coś? - Zapytała włoszka.
-Nie, nic się nie stało. I już na pewno nic się nie wydarzy. Wydaje mi się, że udało mi się zakończyć, pewny etap mojego życia.

_________

No więc udało mi się rozdział napisać już dzisiaj! Ogólnie to dzięki temu, że dopadła mnie wena twórcza. A teraz pytanie za 100 punktów. Zaskoczyłam was? ☻ Jak oceniacie ten rozdział? Mam nadzieję, że wam się podobał, bo mi aż taki zły się nie wydaje. Dziękuję za waszą cierpliwość do mnie, mam nadzieję, że wkrótce wam to wynagrodzę. Trzymajcie się ciepło! :)

3 komentarze:

  1. Pięknie! Już czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Chwila... Violetta i Marco? He? Ale Fjolka takie rozmyślania jak jest upita? WOW. Ale cuuudoo
      Ni❤

      Usuń