Siedziała na kamiennym mostku nad jeziorkiem wpatrując się w swoje odbicie, odetchnęła głęboko, znowu ogarniała ją samotność, przenikająca głęboko powodując smutek. Teraz przyszedł taki czas, kiedy nie miała na nic ochoty. Od śmierci jej mamy, nie potrafiła cieszyć się już z małych rzeczy, nie potrafiła cieszyć się z promyków słońca wpadających przez okno, nie potrafiła okazać żadnych uczuć, zupełnie tak, jakby wcale ich nie miała. Czuła się tak jakby ktoś przebił jej wielkim kołkiem klatkę piersiową, wspomnienia niszczyły ją od środka. Chciała zapomnieć o wszystkim, jednak nie mogła od tego uciec. Ból przypominał jej o tym, że to wszystko jest prawdziwe. Jednak głęboko w sercu czuła, że cząstka jej, jest szczęśliwa. Myśli kłębiące się w głowie, nadzieja, że wszystko będzie lepiej, marzenia, które mocno skrywała w sobie, czuła się jak na skraju przepaści. Tyle emocji w niej krzyczało, oddychała głęboko nie mogąc pozbierać myśli w głowie. Czasami chciała chociaż chwili uwagi, potrzebowała kogoś kto usiądzie przy niej i wsłucha się w jej słowa. Usłyszy jej myśli, nie będzie musiał wypowiadać nawet jednego słowa, a ona będzie wiedziała, że wszystko zrozumiał. Czasami w życiu, są momenty, które nigdy nie powinny mieć miejsca. A jednak zdarzają się, dlaczego tak jest? Dlaczego pozwalamy sobie, aby to wszystko co się dzieje, jednak istaniało w naszym życiu? Dlaczego nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, i zmienić zbieg wydarzeń? W pewnym momencie poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń, niemal od razu się odwróciła. Zobaczyła Leona, uśmiechającego się do niej, ona również wymusiła z siebie uśmiech, jednak wcale nie miała na to ochoty.
-Ja też lubię tutaj czasami przychodzić, jest to miejsce, w którym nie ma ludzi i mogę spokojnie pomyśleć. - Powiedział zielonooki, siadając obok brunetki.
-Jak odkryłeś to miejsce? - Zapytała, nie odrywając wzroku od jeziorka.
-Całkiem przypadkowo, kiedy byłem zły, szedłem przed siebie, i w końcu trafiłem tutaj. - Odpowiedział chłopak, spoglądając na Violettę. - A Ty?
-Kiedyś przychodziłam tutaj z rodzicami codziennie, to miejsce przypomina mi szczęśliwe chwile, wtedy wszystko było inaczej. Tata cały czas się uśmiechał. Byliśmy szczęśliwą rodziną. Ja, mama i tata. W tych chwilach, nie mogło istnieć coś, co zniszczyłoby nasze szczęście. Jednak po śmierci mamy, on już nigdy tutaj nie przyszedł, a ja przychodzę tutaj, gdy mam humor taki jak dziś, to miejsce pozwala mi uspokoić się, i przypomina mi o tym, że jednak kiedyś byłam szczęśliwa.
-Bardzo za nią tęsknisz, prawda?
-Tak.. Nie wiesz ile dałabym za to, aby mogła być tutaj z nami. Chciałabym kiedyś zobaczyć tatę, takiego wesołego jak wtedy, gdy jeszcze z nami była. Jej śmierć, zniszczyła nasz świat. Tak naprawdę, do tej pory wstaję z nadzieją, że zobaczę ją z rana w kuchni pijącą kawę. Ale tak nie jest, i już nigdy nie będzie. Odeszła, a czas nie pozwolił mi się nawet nią nacieszyć. Bóg, zabrał ją tak szybko, nie pozwolił mi się nawet z nią pożegnać. - Spojrzała w niebo, a po jej policzku spłynęła mała kryształowa łza.
-Nie wiem, co powiedzieć. Przykro mi. - Powiedział Leon, ocierając łzę kciukiem, po czym przytulił do siebie Violettę. - Wiesz.. Takie sytuacje zdarzają się często, choć nie powinno ich być. Jednak świat jest tak poukładany, że czasem najpierw musimy pocierpieć, aby potem odzyskać pełnie szczęścia.
Szum wody odbijał się echem. Jego słowa huczały w jej głowie. Raczej nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki ból odczuwa ona. Mimo to cieszyła się z tego, że niektórzy ludzie są szczęśliwi. Nie życzyła nikomu takiego cierpienia, jakiego ona zaznała w swoim życiu. Słońce powoli zaczęło zachodzić, wiatr stawał się coraz zimniejszy, zadrżała z zimna, i spojrzała przed siebie obserwując lekkie fale obijające się o brzeg.
-Idziemy? - Zapytał chłopak wstając i podając rękę Violettcie.
-Tak. - Dziewczyna złapała za rękę chłopaka, a on pomógł jej wstać.
-Odprowadzić Cię? Robi się już ciemno. - Zaproponował Leon, wpatrując się w piękną brunetkę.
-Nie. Muszę jeszcze pójść coś załatwić. Dam sobie radę. - Odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się przy tym tajemniczo. Po czym pożegnała się z Leonem i poszła w stronę domu Franceski. Zdawała sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie włoszka nie będzie miała ochoty na rozmowę z nią, jednak chciała ją przeprosić, w szkole dziewczyna omijała ją szerokim łukiem, zresztą poza szkołą, robiła to samo. Czy tak bardzo uraziła ją jednym zdaniem, które nijak miało się do jakiegokolwiek obraźliwego? Wiedziała o tym, że Fran potrafi być obrażalska, taki miała charakter. To była jedna z jej najgorszych wad, mimo tego szanowała ją, i akceptowała jej zachowanie. Ale Francesca? W głowie ciągle huczały jej słowa wypowiedziane przez włoszkę "Jest okropną egoistką, jest po prostu beznadziejna (...) Ona myśli tylko o sobie! Jej zależy tylko na sobie. Ona jest człowiekiem, ukrywającym się pod tym swoim fałszywym uśmieszkiem, jest dwulicowa. I zawsze tylko biedna Violetta, została zraniona. A inni? Właśnie, jacy inni?" Może nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo ją tym zraniła. Jednak te słowa dotknęły ją i uderzyły prosto w serce. Stanęła przed drzwiami przyjaciółki, lekko się zawahała, ale odważyła się zapukać do drzwi. Chwilę potem drzwi otworzyła jej Francesca.
-Czego chcesz? - Warknęła wściekle Francesca.
-Ja chciałam, pogadać. - Odpowiedziała spokojnie brunetka, uśmiechając się przy tym łagodnie.
-Idź stąd, nie chcę się widzieć. - Krzyknęła włoszka, mordując ją spojrzeniem.
-Jeżeli tak bardzo uraziło Cię to co powiedziałam, to przepraszam, naprawdę, żałuję tego z całego serca. Proszę Cię tylko o wybaczenie. Postaram się naprawić błędy. Więc, jeżeli istnieje ta możliwość, daj mi szansę się poprawić. - Złapała się za klatkę piersiową, nie spuszczając wzroku z dziewczyny, która teraz śmiała jej się prosto w twarz.
-Znowu to robisz. Violetta proszę Cie, idź stąd, i najlepiej do końca życia nie pokazuj mi się na oczy. Chcesz we mnie wywołać współczucie, jednak Ci się to nie uda. Wiesz dlaczego? Bo nie jestem już taka ślepa, jak wszyscy inni dookoła, może i oni otworzą kiedyś oczy.
-Ale ja.. - Brunetka zająkała się, a w jej oczach zebrały się łzy.
-Odwal się. - Wrzasnęła włoszka, zatrzaskując jej drzwi przed nosem.
Nie rozumiała jej zachowania, potraktowała ją jak wroga, jak najgorszą osobę na świecie. Jeszcze chwilę wstała jak wryta wpatrując się w drzwi, które przed chwilą zostały jej zatrzaśnięte przed nosem "przepraszam" wyszeptała cichutko, wolno oddalając się od domu przyjaciółki. Było już dość ciemno i zimno, a do domu miała jeszcze kawałek drogi. Na jej rękach zaczęła pojawiać się gęsia skórka, było jej tak zimno, że przestawała czuć własne stopy. Jesienne noce, zawsze potrafiły dać w kość i być nieprzewidywalne. Nagle zaczął padać deszcz. No jeszcze tego brakowało. Modliła się tylko aby, z deszczu nie zrobiła się ulewa. Wtedy wróci do domu mokra jak szczur, albo będzie musiała przeczekać dopóki nie przestanie padać. Zimne krople deszczu, moczyły jej ubrania. Teraz nie mogła zapanować nad szczękającymi zębami.
-Rodzice nie nauczyli Cię, że dziewczynki nie powinny chodzić po nocach? - Wszędzie poznałaby ten głos, odwróciła się, i pod jakimś dachem ujrzała Marco, uśmiechającego się głupkowato.
-Nie mam ochoty się z Tobą użerać. - Odpowiedziała trzepiąc się z zimna.
-Marnie wyglądasz. - Chłopak podszedł do niej po czym zmierzył ją wzrokiem, była cała mokra i blada jak ściana, aż żal było patrzeć na nią w takim stanie.
-No co Ty nie powiesz. - Zakpiła brunetka.
-Castillo, Castillo.. - Uśmiechnął się kpiąco, zdejmując swoją kurkę po czym okrył nią ramiona dziewczyny.
-Nie potrzebuję Twojej pomocy. - Syknęła Violetta.
-Nie zostawię Cię tak, musiałbym być debilem. Gdzie mieszkasz? - Zapytał brunet, wpatrując się w dziewczynę.
Nie spodziewała się po nim takiej uprzejmości, nie wiedziała czy kryje się za tym jakiś podstęp, lecz teraz czuła, że powinna mu zaufać. Podała mu adres zamieszkania, i razem z chłopakiem, poszła w stronę jej domu. Jego kurtka była naprawdę ciepła, pachniała jego perfumami, to było bardzo przyjemne.
-A dlaczego Ty nie jesteś w domu? - Zapytała niepewnie, wbijając w niego wzrok.
-Lubię czasem posiedzieć sam. - Odpowiedział bez wahania.
-Dlaczego mi pomogłeś?
-Miałem zostawić Cię w takim stanie, daleko od domu, całkiem samą? - Chłopak uniósł pytająco brew.
-Dziękuję. - Dziewczyna uśmiechnęła się, a w jej oczach błysnęły radosne iskierki, które zdecydowanie dodawały jej uroku, w tych samych iskierkach, zakochał się jej tata, gdy tylko spojrzał jej mamie w oczy. Były jak zaklęcie miłosne, wiedziała, że dzięki nim również spotka kogoś, z kim będzie szczęśliwa, tak jak jej mama.
-Tylko się nie przyzwyczajaj. - Burknął złośliwie Tavelli, uśmiechając się przy tym głupio.
-Nawet nie mam zamiaru. - Violetta teatralnie przewróciła oczami. Po czym zatrzymała się. - Tutaj mieszkam. - Wskazała na duży dom, patrząc na chłopaka.
-Co zapraszasz mnie do środka? - Zakpił brunet, wpatrując się w dom.
-Może kiedyś.. - Odpowiedziała dziewczyna, ściągając kurtkę z ramion, po czym oddała ją chłopakowi.
-Już dojdziesz sama, prawda? - Spojrzał na nią z głupkowatym wyrazem twarzy, a ona aż poczerwieniała ze złości.
-Dzięki za troskę. - Z irytacją na twarzy, odwróciła się na pięcie, i poszła w stronę drzwi, które natychmiast otworzyła.
-Dobranoc! - Usłyszała denerwujący głos chłopaka, po czym zamknęła drewniane drzwi.
Udała się do łazienki, i wzięła ciepłą kąpiel, była tak zmęczona, że w tej chwili nie marzyła o niczym innym niż, sen w swoim ciepłym łóżku. Weszła do swojego pokoju, i złapała za pamiętnik.
"Byłam dzisiaj w miejscu, gdzie zostawiłam cząstkę swojego serca.
Ona wciąż tam żyje, razem z najsłodszymi wspomnieniami.
Dzisiejszy dzień był ciężki, chciałabym aby jutro nie było takie potworne.
Żyję z nadzieją, że jednak wszystko się ułoży.
Jednak, dzisiaj jednak zdarzyło się coś niezwykłego.
Ten wredny chłopak, którego spotkałam na początku roku, i który uprzykrzał mi życie.
Dzisiaj mi pomógł.
To niesamowite.
Mam wyrzuty sumienia, bo wiem jak bardzo się pomyliłam.
Ten dzień, dał mi jedną cenną lekcję.
Nie oceniaj książki po okładce."
Odłożyła pamiętnik, na szafkę nocną, i położyła się do łóżka, zamykając oczy. Rozmyślała jeszcze o Fran, i o wydarzeniach dzisiejszego dnia, które zaprzątały jej głowę. Pomyślała o mamie, która zawsze powtarzała jej, aby była silna, to dodawało jej odwagi. Wtuliła się w poduszkę, po czym pogrążyła się w krainie Morfeusza.
__________
Cześć. Tak jeszcze żyję. Przepraszam, że tak długo zajęło mi pisanie tego, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie. Rozdział wydaje mi się troszkę lepszy niż pozostałe, ale może mam tylko takie złudzenie? Sami oceńcie. Buziaki! x
Pierwsza! Wrócę
OdpowiedzUsuńWitam, witam !
UsuńGenialny rozdział <3
To tylko złudzenie, bo wszystkie twoje rozdziały są najlepsze!
Marco - jaki gentelmen.
Leon - jaki kochany <3
Fran - jaka zołza
Do następnego ;*
Cześć , zaprosiłaś mnie na Twojego bloga na moim blogu w zakładce " zaproś do siebie " .
OdpowiedzUsuńNiedługo postaram się wszystkie rozdziały przeczytać i napisać komentarz .
Ło luju cudowneeeee!!!
OdpowiedzUsuńZizi♥
zapraszam do mnie ;) http://wmoimswiecie-vilovers.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń